Dzisiaj chciałabym Wam pokazać czym między innymi zajmuje się Zosia w czasie podróży. Jestem mamą, która bardzo nie lubi, gdy dziecko godzinami w samolocie lub samochodzie gapi się w ekran. Dlatego od kilku lat przygotowuję na nasze wyprawy podróżownik czyli taki pamiętnik z podróży.

Jak to się zaczęło?

Zaczęło się od pobytu w Grecji, kiedy Zosia miala 2 lata. Jechałam na rezydenturę na miesiąc z maleńką Zosią. Miała nas tam między innymi odwiedzić na miejscu moja kuzynka ze swoimi dziećmi, nieco starszą Wiktorią, która miała wtedy lat 5 i 8-letnim Tomkiem. Zastanawiałam się jak możemy zająć dzieci, nie koniecznie zabawkami, podczas popołudniowej sjesty, kiedy będziemy chciały w spokoju wypić na tarasie zimną frappe 😉

Do głowy wpadł mi pomysł zrobienia pamiętnika. Jako dziecko prowadziłam pamiętniki wraz ze swoją koleżanką Asią, z którą często spędzałam wakacje czy ferie. Opisywałyśmy tam dzień po dniu jak w prawdziwym pamiętniku. Oprócz tego wklejałyśmy różne znalezione skarby, bilety z odwiedzonych miejsc, zakupione pocztówki, miłosne wyznania, papierki z gum i wiele innych rzeczy. Nasze pamiętniki to były zwykłe zeszyty, bo wtedy nic innego nie było dostępnego, ale ja miałam nieco inny plan…

Chciałam zrobić podróżownik, spersonalizować go i dostosować do różnego wieku naszych dzieci. Kupiłam blok techniczny, żeby kartki pamiętnika były nieco sztywniejsze, przecięłam je na pół, tak żeby pamiętnik miał format zeszytu.

No i tu już w zależności od wieku dzieci. Zosia miała więcej kartek pustych do tworzenia własnych dzieł, było kilka kolorowanek z motywami greckimi. Wiktoria miała kolorowanki i proste zadania plastyczno – techniczne jak stworzenie kartki z wakacji czy wyklejenie mitycznej bestii plasteliną. Tomka chciałam zmotywować do opisania gdzie był i co widział. Oprócz tego również miał kilka kartek z kolorowankami i wycinankami, oczywiście wszystkie z motywami greckimi. Wszystkie kartki zbindowałam i w ten sposób powstał pamiętnik 😉 Zabrałam ze sobą mnóstwo naklejek związanych z morzem, papier kolorowy, nożyczki, klej, taśmę klejącą i dwustronną do przyklejania różnych znalezisk ;

Pomysł się sprawdził. Dzieciaki fajnie załapały i dzielnie wypełniały kolejne kartki, a my piłyśmy frappe z pięknym widokiem na morze. Nie mam zbyt wielu zdjęć, bo było to dość dawno ( i jeszcze nie wiedziałam wtedy, że będę prowadzić bloga), ale coś znalazłam 😉 Pokazuję Wam również jak mniej więcej wyglądały kartki tego pierwszego pamiętnika. (Przypomnę Zosia miała 2 lata, więc wiadomo, że musiałam jej pomagać, ale ona brała w tym czynny udział)

Od tego czasu nasz podróżownik przeszedł ewolucję 😉 Nam sprawdza się bardzo. Zosia ma już 9 lat i zawsze, gdy wyjeżdżamy w podróż nie może się doczekać co dla niej przygotowałam. Wypełnianie pamiętników zajmuje nam czas podczas długich przelotów samolotem, przejazdów autokarem, autem, rejsów statkiem czy podczas czekania na posiłek w restauracji. Dodatkowo to nasza dokumentacja podróży – wbijamy tam pieczątki, wklejamy bilety, mapki, wizytówki, zdjęcia, zbieramy wpisy od poznanych osób. Świetnie się do nich wraca podczas długich, zimowych wieczorów, kiedy ciemno na polu. Wspominamy wtedy nasze przygody i uzupełniamy ewentualne braki.

Nigdy nie skupiałam się na tym, żeby robić Zosi zdjęcia z podróżownikami, ale popatrzcie w jakich sytuacjach nam towarzyszą, całkiem sporo się ich znalazło 😉

Rodzinny obiad w Manchesterze, podróżownik obecny na stole 😉
Z koleżanką w Dublinie 😉
Podróż autokarem
Podróż autokarem w Anglii
Rejs po Komodo
W kolejce do Muzeum Fridy Kahlo
Dzieci z lokalnej szkoły na Zanzibarze rysują coś dla Zosi w podróżowniku
Henna w podróżowniku? Czemu nie?
Saint Patricks Day w Dublinie
Oczekiwanie na dworcu w Japonii
W samolocie do Meksyku
Speed boat w kierunku Gili Air
Zosia pokazuje podróżownik nauczycielce ze szkoły na Zanzibarze
Sjesta na tarasie, podróżownik obecny
Rejs na Skiathos i podpis Pani Kapitan
Na lotnisku w Dubaju
W restauracji
Wieczorne zajęcia plastyczne w hotelu

Jak powstają nasze podróżowniki?

Teraz po kilku latach przygotowanie podróżowników idzie mi troszkę szybciej niż na początku. Choć przyznaję, że ciągle jest to dość pracochłonne zajęcie i zazwyczaj zaczynam je tworzyć kilka tygodni przed wyjazdem.

Tworzenie zaczyna się u mnie od inspiracji i tu nieocenionym źródłem jest Pinterest. Tam szukam wszelkich worksheetów, kart pracy, lapbooków i innych pomocy, które podpowiadają mi co mogę zamieścić w naszym pamiętniku. Nie jestem grafikiem, znam podstawy Photoshopa i tam tworzę poszczególne karty. Wiele gotowych pomysłów można znaleźć za darmo na stronach takich jak: www.teacherspayteachers.com, www.123homeschool4me.com, www.education.com, www.homeschoolshare.com, www.homeschoolshare.com, www.filefolderfun.com czy polskich stron takich jak www.pomyslyprzytablicy.pl. Darmowych grafik w internecie też jest sporo – ja korzystam z wielu różnych stron takich jak www.pixabay.com, www.freepik.com czy znanego www.stock.adobe.com.

Planując taki podróżownik przyświecają mi dwa cele. Po pierwsze chcę, aby Zosia miała co robić podczas długich godzin w samolocie czy autokarze, kiedy faktycznie można się nudzić. Po drugie chcę przekazać jej jak najwięcej informacji o danym kraju, które ona łatwo zapamiętuje – to takie przyjemne z pożytecznym.

W naszych podróżownikach zawsze znajdują się podstawowe informacje o danym kraju. Zamieszczam tam mapę, aby pokazać jej gdzie leży Polska, a gdzie dany kraj, do którego jedziemy czy lecimy. Tworzymy też mapę naszej podróży. Zawsze znajdzie się tam też kolorowanka z flagą danego państwa, informacje na temat waluty, jej przelicznik na złotówki i miejsce na wklejenie oryginalnych banknotów czy monet (np. w Grecji zabawne było poszukiwanie starych drachm). Wklejam też zazwyczaj kilka zwrotów w danym języku, żeby można się było przynajmniej przywitać i podziękować. Czasem przybiera to formę krótkich dialogów, w których Zosia sama wybiera odpowiednie zwroty np. w greckim podróżowniku, a innym razem te zwroty pomaga nam ogarnąć ktoś miejscowy – tak jak to miało miejsce w Japonii.

Kolejne strony podróżowników zajmują nam różne aktywności związane z miejscami które mamy odwiedzić, bądź atrakcjami, które mamy zamiar zaliczyć w danym kraju. Przemycam w ten sposób spore dawki wiedzy na temat kraju, który odwiedzamy. W Japonii np. Zosia uczyła się składać origami i robiła rybę z okazji dnia dziecka, w Meksyku i Indonezji zgłębiała wiedzę o wulkanach, w Grecji czytała Mitologię i uczyła się o Bogach z Olimpu, w Meksyku rozszyfrowywała matematykę i kalendarz Majów oraz powtarzała hiszpański, w Tanzanii wykonywała naszyjnik Masajów itp. itd. Przekazuję jej tutaj także wiedzę użyteczną np. jak poruszać się metrem po Londynie, jak się zachować podczas trzęsienia ziemi w Indonezji, jak posługiwać się pałeczkami w Japonii czy które z kupowanych przez nas słodyczy nie zawierają oleju palmowego.

Bardzo ważną częścią naszych wypraw są zwierzęta zamieszkujące dany kraj. Nie ważne czy to są barany w Irlandii, tygrysy w Tajlandii, żółwie w Meksyku, orangutany na Borneo czy warany na Komodo. Zosia kocha wszystkie zwierzęta, dlatego zawsze spora dawka wiedzy dotyczy zwierząt właśnie.

Wklejam tu różne informacje i zadania związane ze zwierzętami. Dzięki temu Zosia dużo dowiaduje się o zwierzętach, ale także sama czyni obserwacje. Drukuję jej tzw. My animal reserach – karteczki na których może opisać wszystkie spotkane w danym kraju zwierzęta od mrówki po lwa czy słonia. Najfajniejsze w tych karteczkach jest to, że sama musi to zwierzę narysować i opisać. Musi uzyskać informację do jakiej grupy zwierząt należy, jakie jest duże i ile waży, czym pokryta jest jego skóra, jaki ma kolor, gdzie żyje i czym się żywi. To bardzo fajna aktywność rozwijająca ciekawość w dziecku. Zosia bardzo lubi te karteczki, a ja uwielbiam patrzyć jak fajnie rysuje te swoje zwierzęta.

Kolejny ważny temat to kuchnia. Zawsze musi się znaleźć kilka informacji o lokalnej kuchni. Zadania kulinarne to np. rozpoznanie i nazwanie danej potrawy, wykonanie u cioci w Anglii prawdziwego brytyjskiego śniadania, zgłębienie tajników indonezyjskiej kawy luwak, skosztowanie ostrych papryczek chili w Meksyku, nauka jedzenia pałeczkami w Japonii, poszukiwanie jadalnych kasztanów w Grecji czy wizyta na spice farm na Zanzibarze. Kosztowanie lokalnych potraw to zdecydowanie jedna z milszych form poznawania danego kraju i jego kultury. Zosia jest bardzo otwarta na nowe smaki. Do tej pory jedyne czego nie chciała spróbować to prażona szarańcza w Meksyku 😉

Do tego wszystkiego szereg zwykłych zabijaczy czasu, ale oczywiście opatrzonych odpowiednimi grafikami. Kolorowanki, wyszukiwanie różnic, sudoku, labirynty, łączenie kropek, różnego rodzaju I spy’e, nasze ulubione bingo i memory oraz obowiązkowo puzzle 😉 Zawsze także kupuję sporo naklejek tematycznie związanych z odwiedzanym krajem. W Polsce coraz częściej można na takie naklejki trafić w sklepach papierniczych czy marketach typu Tedi. Ja, gdy widzę „podróżnicze” naklejki to zawsze kupuję i mam do zapasu. A jeśli mam odpowiednio dużo czasu przed wyjazdem to kupuję również takie na Alliexpress. Jest tam bardzo duży wybór i ceny są rewelacyjne, jedyny minus to czas przesyłki, który potrafi zająć do 2 miesięcy. Naklejkami Zosia ozdabia strony lub tworzy swoje własne zapiski na wolnych kartkach.

Podróżownik to dla nas także miejsce na wklejenie wszelkiego rodzaju biletów, znaczków, pieczątek, mapek, ulotek, które nas interesują, zdjęć, wizytówek. To miejsce, gdzie ktoś może nam wpisać się jak do pamiętnika. Nie wiem jak wy ale ja zawsze wracałam do domu z wypraw ze wszystkimi biletami i innymi folderami. Nie bardzo chciałam się z nimi rozstać, ale też nie miałam pomysłu na to jak je przechować. Teraz już z tym nie mamy problemu, bo wszystko jest w podróżowniku. Zapisujemy tu również ważne wydarzenia jak np. pierwsze nurkowanie Zosi z butlą w Indonezji.

Całość oczywiście binduję i robię personalizowaną okładkę z pięknym tytułem 😉 Okładkę laminuję, dzięki czemu jest troszkę bardziej trwała i wygląda bardziej profesjonalnie. Podróżownik gotowy.

Koszt przygotowania takiej książki z podróży jest tak na prawdę żaden – jedynie papier, tusz do drukarki i trochę czasu. Jeśli tylko macie ten czas polecam spróbować, wiem, że już kilka osób zainspirowało się naszymi podróżownikami 😉 Kiedy po powrocie z wypraw Zosia robi w szkole prelekcje na temat danego kraju podróżownik cieszy się ogromną uwagą. Dzieci lubią go przeglądać i dopytywać o różne skarby w nim schowane 😉 A jest ich jeszcze wiele 😉

Jeśli macie jakieś pytania o to jak zrobić taki podróżownik lub wybieracie się do krajów, z których my posiadamy podróżowniki (Grecja, Anglia, Irlandia, Japonia, Indonezja, Meksyk, Tanzania) chętnie podzielimy się wskazówkami – piszcie śmiało – dosialek@gmail.com.

Przeczytaj także o naszych innych sposobach na nudę w czasie podróży – Wszystkie dzieci krzyczą nuda!!!

Gotowe podróżowniki

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała, że są również gotowe podróżowniki. Napisane zostały przez moich znajomych Anię i Krzysztofa Kobusów. Kiedy dowiedziałam się, że Ania wydała takie książki zaraz do niej napisałam, że ja również tworzę podobne dla Zosi. Od razu też zaopatrzyłam się w podróżownik po Grecji, który podczas naszych corocznych wakacji w Nei Pori jest sukcesywnie wypełniany.

W tym roku zakupiłam także całą serię podróżowników po Polsce – Tatry i Pieniny, Warmia i Mazury, Wybrzeże Polski, Karkonosze i Kotlina Kłodzka, Świętokrzyskie i Warszawa. Wypełnialiśmy je podczas tegorocznych wakacji w kraju 😉 Myślę, że to super alternatywa, a cena niewielka. Jeśli tylko jest wśród tytułów kierunek Waszych wakacji śmiało sięgnijcie po te pozycje.


Warning: printf(): Too few arguments in /home/platne/serwer62603/public_html/ziolkapoznajaswiat.pl/wp-content/themes/travel-master/comments.php on line 47

  1. Super pomysł 🙂 My też tworzymy takie podróżowniki przed każdym wyjazdem i zawsze mamy świetną zabawę 🙂

    1. Dokładnie tak. Myślę, że za niedługo czeka mnie przygotowywanie dwóch takich różnych dzienników, bo syn ma już 3 latka i myślę, że to najlepszy czas zeby już zacząć 😉 pozdrawiamy

Comments are closed.